|
Wopista Czesław i nowa
nomenklatura
- Ale
przecież WOP-u już nie ma ?! – nacierał redaktor Szczepan
Traktorzyński, gwiazda „Odgłosu Świeradowa” – To dlaczego zachował pan
tytuł wopisty ?
- Panie
redaktorze – wopista Czesław spojrzał prosto w oczy redaktora. Ten,
nieprzyzwyczajony do takiego zachowania swoich rozmówców, spuścił
wzrok na drewnianą podłogę – Panie redaktorze... Chamstwo ludzkie nie
zna granic. Głupota ludzka nie zna granic. Głupota Lucka – to mój
szwagier, też nie zna granic, ale... – tu wopista Czesław wtłoczył, a
właściwie to chciał wtłoczyć w swoją wypowiedź sporą porcję patosu,
niestety, planowany efekt spalił na panewce – ale... ale...niektóre
rzeczy mają swoje granice...
- Na
przykład co ? – zawodowa ciekawość Szczepana Traktorzyńskiego mogła
być irytująca. Rzadko nie była.
- Na
przykład... – wopista Czesław zająknął się - ...na przykład... Kosmos
chyba nie, prawda ?
- Nie
– potwierdził Traktorzyński – Raczej nie.
- No
dobrze – wopista podniósł się z miejsca i poprawił mundur starodawnego
kroju – Skoro to ustaliliśmy, to dziękuję panu bardzo, do widzenia.
Obowiązki wzywają.
- Ale
jakie obowiązki... O co tu w ogóle chodzi ? – redaktor wietrzył
podstęp. Wyczuwał treść między wierszami i odczytywał niedomówienia –
Może mi pan wytłumaczy ?
- Może
– zgodził się skwapliwie Czesław – Ale nie dzisiaj. Do widzenia.
Redaktor Traktorzyński nie chciał
wychodzić. Ale wyszedł wypchany silną wolą, wspomaganą nie mniej
silnymi ramionami wopisty.
Wopista Czesław sięgnął po telefon i
wystukał numer.
- Halo
! – krzyknął w słuchawkę – Jaśnie pani ? Macie już coś, bo mnie media
obskakują... tak... tak, Odgłos Świeradowa... No pewnie, że
Traktorzyński, a któżby inny ?... tak... no...Dobra, czekam...
W Chatce Górzystów trwała tymczasem
narada separatystów. Nie byli to jednak ekstremiści ani tym bardziej
terroryści czy aferzyści. Po prostu chcieli się odciąć. Tak jak wielu
z nas – od przysłowiowego „tego wszystkiego”.
- Dobra,
co mamy ? – spytał on.
- Mamy...
– ona podniosła kartkę – Tak: Stany Zjednoczone Izerów Środkowych,
Zjednoczone Emiraty Izerskie, Izerska Republika Ludowo –
Demokratyczna, Izerska Republika Federalna, Rzeczpospolita Izerska,
Związek Socjalistycznych Republik Izerskich, Izerbejdżan, Izermarchia,
Izerlandia, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Izery, Izerael, Wielkie
Księstwo Izerskie...
- Aha
– powiedział on.
- I
jeszcze ewentualnie Torfowistan.
- I...
?
- Najbardziej
podoba mi się Wielkie Księstwo... Izerbejdżan też brzmi dobrze.
- No
dobra. No to chyba nie ma co się dłużej zastanawiać.
- Przyjmujemy
? – miała niepewność w oczach i ołówek w ręku.
- Przyjmujemy
przez aklamację.
- Cokolwiek
to znaczy oczywiście.
- Cokolwiek.
- To
dzwonię do Czesława.
- To
dzwoń.
* * *
- Dzień
dobry panie Traktorzyński – wopista Czesław uśmiechał się do słuchawki
– Tak, tu Czesław, wopista... tak...tak... pamiętam... a pan pamięta,
jak rozmawialiśmy, że chamstwo nie ma granic, a co ma swoje granice
?... tak... tak... już mówię: Wielkie Księstwo Izerskie ma swoje
granice... Tak, zwane Izerbejdżanem... Kto tak powiedział ? No... tak
powiedzieli... Nie wiem, później zadzwonię... Do widzenia.
* * *
- Dzwoni
Czesław ! – krzyknęła ona – Pyta, kto ogłosił tę nazwę !
- Jak
kto, my ogłosiliśmy – zdziwił się on.
- Ale
jak my się nazywamy ?
- No
przecież... – zaczął on.
- Oficjalnie
– przerwała mu – oficjalnie. Chodzi o to, czy mianujemy się parą
książęcą, czy królewską, czy jak... ?
- Aaaa
– nagle zaświeciły mu się oczka – A mogę być marszałkiem
generalissimusem cesarzem vice – królem prezesem magistrem inżynierem
docentem doktorem habilitowanym ?
Na stajni przy Chatce Górzystów turkotał
na wietrze wiatraczek prądotwórczy. A raczej oficjalna elektrownia
Wielkiego Księstwa Izerskiego. Zwanego Izerbejdżanem.
|